Test nr 21: Mambo Fitness Club, ul. Jana Pawła II 13 05-077, Warszawa-Wesoła

wejścieMambo to osiedlowy klub, zwany podobno przez okolicznych mieszkańców „mordownią”. Cóż, nie nastraja to pozytywnie przed wizytą, ale spokojnie-absolutnie nie uprzedzamy się, pozory przecież mylą, póki same nie sprawdzimy-nie uwierzymy…
No dobra , idziemy! Klub dobrze oznakowany z zewnątrz więc łatwo go znaleźć – na budynku wisi duży banner . Nie mamy też problemu ze znalezieniem miejsca parkingowego, w około klubu sporo miejsca. Okolica cicha i spokojna.
Wchodzimy. Pierwszy plus – klub akceptuje Multisporta, jest możliwość pierwszego testowego wejścia za free oraz pierwsze darmowe zajęcia dla mam. Co więcej, klub oferuje również darmowy dostęp do internetu! W końcu trzeba się na fb odznaczyć na siłowni;)))
Szatnia, hmm ponoć niedawno wymieniono zamki w szafkach na automatyczne, dlatego też :)system nie działa jeszcze poprawnie. I rzeczywiście – nie działa… Jedna z szafek notorycznie piszczy, mimo prób jej „uciszenia” przez miłą recepcjonistkę, ta nie daje za wygraną… Długo przebierać się nie polecamy;) Samo pomieszczenie jest dosyć klaustrofobiczne, liczba szafek to tylko ok 30 sztuk, jednak zaletą jest ich rozmiar: spokojnie wchodzi wypchana torba treningowa oraz zimowa kurtka. Trochę mało miejsca do siedzenia (tylko jedna ławka pod ścianą i dwa fotele). Natomiast jeśli chcecie po zajęciach zrobić make-up to w tym klubie będziecie miały doskonałe warunki. W szatni znajduje się duże lustro z kompletem jasnych żarówek, trochę jak w charakteryzatorni
Niestety mymały minus za dziurę w suficie… ale mimo to dosyć czysto i schludnie. Za drzwiami łazienka (jeden WC), prysznic oraz malutka sauna. Tymczasem szafka dalej swoje, więc szybko uciekamy zwiedzać! Jeszcze na parterze mijamy siłownię typowo męską-ławeczki, hantle itp, spora jak na taki klub. Ćwiczy zaledwie 3 Panów, ale przynajmniej nie biją się o konkretny sprzęt. Dalej na piętrze: sala fitness oraz ogólna siłownia. Co do sali: ogólnie rzecz biorąc-bez zarzutów. Wyposażona w maty, ciężarki, piłki, czyli wszystko jak być powinno. Również dosyć duża. Za to siłownia-hmm sprzęt czasy świetności ma już za sobą, jednak wszystko działa. W siłowni znajduje kilka bieżni, rowerki, ergometr wioślarski, płyn do dezynfekcji w widocznym miejscu, ręczniki papierowe i inne sprzęty… Niby ok, tylko zapach mało przyjemny i jakby „duszno”… Może stąd określenie mordownia…sala
Minusem klubu jest na pewno cena karnetu! Za OPEN na miesiąc zapłacimy 200 zł (siłownia + fitness)! Kupując na 3 miesiące wychodzi trochę taniej, bo 180 zł. Dobrze chociaż, że nie ma długoterminowych umów członkowskich. To kolejny osiedlowy klub, który preferuje dziwną politykę wysokich cen! Na Boga: rozumiemy że czasy ciężkie, ceny prądu ciągle rosną, utrzymanie personelu kosztuje, ale bez przesady! Tym klienta nie zatrzymacie! Może to dlatego sporo z nich ucieka do innych, lepszych (tańszych) miejsc! Zwłaszcza, że Stara Miłosna to nie koniec świata, do centrum jeżdżą bezpośrednie autobusy, a samochodem to zaledwie 20 min, o dojeździe do pobliskich sieciówek nie wspominając … Chyba jednak niektórzy o tym zapominają a potem dziwią się ze duże sieciówki niszczą rynek i zabierają im klientów… Natomiast godne uwagi są pakiety startowe w ramach, których otrzymuje się za 30 pln konsultację z trenerem i darmowe wejścia dla znajomych.
Jak na osiedlowy klub, godny pochwały jest grafik – każdy znajdzie coś dla siebie od zajęć dla seniorów i mam w godzinach porannych po zajęcia MMA, Tabatę, Balet, Tai Chi czy Akrobatykę. WOW!
Podsumowując – trochę plusów, kilka minusów… dzięki sympatycznej recepcjonistce, która „robi” atmosferę, dajemy 4-